Zaczęło się i ciągle trwa…

 Muszę przyznać, że mam w życiu szczęście do Ludzi. Nie chodzi o to, że spotykam same czyste energetycznie anioły. Pojawiają się sporadycznie, ale dużo dobrego wnoszą w moje życie i sprawiają, że po prostu , to co złe, odbija się ode mnie, jak o jakąś szklaną kulę. Zła energia zupełnie na trafia i nie trawi mojego małego, ale pięknego świata.

 Kolejną taką osobę poznałam w czerwcu. Nie dość, że oczy miała przepełnione różnymi przeżyciami, to jeszcze blaskiem szczęścia, że nawet w trudnych kwestiach szczególnie daje radę. I ma kochanego męża, który daje jej ogromną siłę. Spotkałyśmy się pierwszy raz, a rodzaj zrozumienia odpowiadał długotrwałej relacji. Chęć wrócenia na właściwą ścieżkę zdrowia połączyła nas jeszcze bardziej, niż to, że obie mamy Hashimoto.

14456885_1450775934937699_120198185_o

 Kasia (tak ma na imię ta dobra dusza) opowiedziała mi o swoich zmaganiach z chorobą i skutecznej walce z nią, dzięki postowi leczniczemu dr Dąbrowskiej. Post pozwolił jej znacząco obniżyć dawkę leku, co dla mnie było największą zachętą do podjęcia tego wyzwania. Miałam zacząć w lipcu, ale ostatecznie padło na 20 września br.

 O poście można poczytać w książce dr Dąbrowskiej „Ciało i ducha ratować żywieniem”. Online są też dostępne jej wykłady. Dlatego ja w skrócie opiszę, na czym ten post polega.

 Post ma za zadanie oczyścić nasz organizm poprzez jego wewnętrzne odżywianie się chorymi komórkami, tkankami. Dlatego musi być deficyt kaloryczny. Dziennie zjadam maksymalnie 600 kcal i to tylko warzyw niskoskrobiowych oraz kilka owoców, dokładnie trzy: jabłka (kwaśne i max 3-4 dziennie), grejpfruty, cytryny. Jedyne warzywa, jakie możemy jeść to: marchew, buraki, seler, rzodkiewka, pietruszka, chrzan, kapusta, kalafior, cebula, czosnek, ogórki, zwłaszcza kiszone, kabaczek, dynia, sałata, zioła, pomidory, papryka. Najlepiej surowe lub półsurowe.

 W tym czasie NIE WOLNO!!! spożywać zbóż, orzechów, ziemniaków, warzyw strączkowych, chleba, mleka, oleju, mięsa ani słodkich owoców. Produkty te są zbyt odżywcze, hamują spadek masy ciała, co oznacza zahamowanie procesów spalania własnych złogów tłuszczu i zwyrodniałych tkanek.

Nie należy pić mocnej herbaty, kawy ani alkoholu. Ja piję najwięcej wody z cytryną, imbirem, cynamonem, goździkami, napary z rumianku, melisy, kopru włoskiego, ostropestu plamistego i pokrzywy. Piję ponad 2 l płynów dziennie. To bardzo ważne.

14513742_1450775851604374_1525608055_o

 Podjęłam się maksymalnie dozwolonego czasu, czyli 6 tygodni postu i 3 tygodni wyprowadzania. Ale to nie zasługa mojej silnej woli, a cateringu przełomwodzywianiu.pl . Kasia, którą poznałam, jest właśnie jego założycielką. I samodzielnie przeszła kilka postów, po czym stwierdziła, że idealnie byłoby, gdyby taka opcja była w ofercie cateringowej. I tu wielki ukłon w Jej stronę. Gdyby nie to, naprawdę miałabym dużo trudniej, ze względu na bardzo nieregularny czas pracy. Nie czuję tego, że to tak mało produktów i co ważne, nie jestem głodna, zupełnie. Nawet kawy mi nie brakuje jakoś szczególnie. Ale w ramach zapewnienia sobie odrobiny poczucia, że mogę pozwalać sobie na przyjemności poza „pudełkami”, czasem… no może częściej, kupuję świeżo wyciskany sok z grejpfruta w ulubionej kawiarni, którą, na szczęście, mamy też w pracy. Jeżeli nie mam ochoty na kolejną porcję kapusty, wtedy postanawiam upiec jabłko z cynamonem 🙂 . Ważne, by cynamon był z pewnego źródła. Ja zamawiam w sieci z NatVity. Tam kupuję większość przypraw.

 Dziś zaczynam drugi tydzień. I czuję, że nabieram sił. Nie wiem właściwie, czy to pogoda, czy wpływ postu. Jak było przez te 7 dni? Przez 1,5 dnia miałam lekki ból głowy z takim paleniem od środka. Po południu w środę ból zniknął. Na pewno wpływ miała dotychczasowa dieta i przygotowywanie się do postu odrzucając stopniowo zakazane produkty, a przynajmniej ograniczając je. Wiele osób cierpi na ból głowy dłużej. Ale to dobry znak. W tym czasie krew oczyszcza się z zalegających toksyn. Drugiego dnia wieczorem czułam się rozpalona, tak jakbym miała mieć za chwilę temperaturę i grypę. A ciało było zimne. Wtedy organizm zaczął włączać tryb zaawansowany, odczytał już, że musi radzić sobie sam. Trzeciego dnia zobaczyłam na wadze spadek o 1,5 kg. Tak utrzymuje się do tej pory. Także jak widać, deficyt kaloryczny nie daje tu efektu, jakiego wielu się obawia i przed czym wielu mnie ostrzega. W przypadku postu dr Dąbrowskiej organizm wie , ile mamy zbędnych gabarytów. Tu chodzi o totalny reset całego organizmu. Reset hormonalny i ulżenie naszej maszynie, której okazujemy często za mało szacunku. Autorka postu w swojej książce pisze, że po 6 tygodniach następuje całkowita regeneracja wątroby i redukcja cholesterolu. Wiele innych narządów regeneruje się szybciej.

14466901_1450775924937700_2005048248_o

 Tak, jak wspominałam, nie czuję głodu. Wręcz czasem zmuszam się do zjedzenia kolejnego dania. Raz zjadłam zbyt wcześnie kolację, poszłam spać i wstałam po 13 godzinach. Wtedy poczułam się głodna i lekko trzęsły się ręce. Organizm jasno dał znać, czego potrzebuje. Spadł cukier, a ja marzyłam o jabłku. Ku mojemu zaskoczeniu, w menu na dany dzień był mus z jabłka z cynamonem. To nic, że był zaplanowany na podwieczorek. Zjadłam to jako pierwsze danie. 🙂 Codziennie dostaję też sok z kiszonego buraka. Piję przez słomkę, bardzo szybko. Na początku zatykałam nos, a już teraz zaczął mi smakować :). Kolejne 4 dni czułam się mocno wyziębiona, a już dziś wszystko wraca do normy.

 W ciągu tych 7 dni popełniłam dwa wykroczenia. Wypiłam sok świeżo wyciskany z pomarańczy i… przyjęłam komunię świętą. Okazuje się, że tego nie wolno. Opłatek jest z mąki pszennej i nawet taka mała ilość może wyłączyć organizm z samodzielnej pracy szukania pożywienia ze złogów, chorych tkanek i komórek. Dobrze, że w porę się zorientowałam. Kolejne 5 tygodni będę już wszystkiego przestrzegać. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, a zależy mu na przyjmowaniu komunii świętej, w tym czasie może przyjmować komunię duchową. Dodam, że dr Dąbrowska jest osobą wierzącą, praktykującą, a ten post , kurację warzywno-owocową, przeprowadzało wiele osób duchownych.

 Co zauważyłam po 7 dniach? Na pewno poprawiła się cera. Zeszły obrzęki. Lepiej śpię i wstaję przed budzikiem. Skóra też zupełnie inaczej pachnie. Na początku miałam wzdęty brzuch po kapuście. Pomagał senes. Co ważne, trzeba dbać o kondycję flory bakteryjnej w jelitach, stąd sok z kiszonego buraka i ogórki kiszone. To jest wystarczającym uzupełnieniem potrzebnych bakterii.

 Po drodze wiele osób odradzało mi ten post. Ale ważne, że poinformowałam o tym mojego endokrynologa (nie mam jednego, ale słucham zdania tego, który akurat zrozumiał tę potrzebę i sam jest ciekaw efektów, twierdząc, że posty są wskazane dla każdego). Wewnętrznie czuję, że to dobra droga i sama chcę się przekonać. Poznałam też wiele osób, które przeszły niejeden post leczniczy dr Dąbrowskiej i są zachwycone efektami oraz chętnie powtarzają to w kolejnych latach.

 Bez wątpienia dużym ułatwieniem jest catering. Ale znam osoby, które bez takich dogodności dawały radę. Znam dwie kobiety, sąsiadki, które dzieliły się zadaniami, która, co przygotowuje i te 6 tygodni trwały dzielnie razem. Takim osobom należą się wielkie ukłony.

 Nie chcę Was do tego postu namawiać, ponieważ to trudne. Ja mentalnie przygotowywałam się od czerwca. Zmieniałam dietę, pomogły też wcześniejsze zmiany, które zaczęły się u mnie 3 lata temu. Miesiąc przed rozpoczęciem postu, jak dzika, pozwalałam sobie na zbyt wiele, na to, czego najbardziej będzie mi brakować na poście i po nim: nabiał, pizze makarony. Czułam się wtedy fatalnie :))), ale ważne, że to już za mną i nie polecam takiego podejścia. Odbyłam 3 wizyty u endokrynologów, różnych. I każdy z nich miał mi co innego do powiedzenia. Kupiłam książki dr Dąbrowskiej, poczytałam, posłuchałam jej wykładów, porozmawiałam z ludźmi, nawet tymi, którzy byli przeciwni i… zaufałam.

14466327_1450775868271039_715911792_o

 Słucham swojego organizmu. Jak tylko poczuję, że coś jest bardzo nie tak, przerwę post. Ale na razie jest tylko lepiej. Zawsze chciałabym tak się czuć. Mam wrażenie, że czynię organizmowi ogromną ulgę i zasłużony urlop. Czy takie samo zdanie będę miała po 6 tygodniach? Zobaczymy. Na razie trwam. Zaskakująco dzielnie.

Pozdrawiam ciepło!

A.

2 Comments Add yours

  1. Paulina pisze:

    Z ciekawością czytam Twoją opinię o poście dr Dąbrowskiej 🙂 Sama ostatnio przeszłam 10-dniowy post w oparciu o książkę „Alkaliczny detoks” Beaty Sokołowskiej. W porównaniu: mamy tu więcej owoców i warzyw do wyboru i trwa krócej, przez co jest po prostu bardziej przystępna człowiekowi 😉
    U mnie po 8 dniach wystąpiła ostra wysypka na dłoniach, której się trochę przestraszyłam i zaczęłam wychodzić z detoksu. Po konsultacji z dermatologiem dowiedziałam się, że to był tzw. kryzys ozdrowieńczy i powinnam przedłużyć post do 6 tygodni, wtedy są najlepsze efekty… Poważnie się teraz zastanawiam, żeby zacząć detoks od nowa.
    Ciekawi mnie też jak będzie wyglądało u Ciebie wychodzenie z diety. Mam nadzieję, że też o tym napiszesz 🙂
    Pozdrawiam

    Lubię to

    1. Anna Dec pisze:

      Zawsze warto dokładnie poczytać o kuracji, którą mamy przejść. Tam jest mowa o kryzysach. U mnie brak wysypki ze względu na to, że od ponad 3 lat zmieniam nawyki i wszystko odbywało się stopniowo :). Trwam już 4 tydzień, o wychodzeniu oczywiscie napiszę 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s