Z Miłości…

 Pisać, nie pisać? Dzielić się tym, czy nie? Przecież to tak indywidualne, intymne, takie tylko nasze… Zdałam sobie  z tego sprawę dopiero wtedy, kiedy temat ciąży zaczął dotyczyć bezpośrednio mnie, nas.

 To myśli, z którymi biłam się od kilku miesięcy. Od maja jestem w odmiennym, błogosławionym i bez wątpienia wyjątkowym stanie. Jego wyjątkowość to oczywiście Nowe Życie, które przez 9 miesięcy przygotowuje się w Tobie do zmagań z tym światem, które jest uosobieniem naszej Miłości. Ale z mojego punktu widzenia i doświadczenia, wyjątkowy jest również dlatego, że przeżywasz to zupełnie inaczej, niż się spodziewałaś i zakładałaś.

 Z natury jestem ekstrawertykiem, uwielbiam głośno dzielić się emocjami, doświadczeniami. A tu, ku mojemu zaskoczeniu (bliskich zresztą też), informację o tym, że spodziewamy się upragnionego dziecka, chciałam zachować jak najdłużej dla nas. Pierwszy raz czułam, że jest coś, czym chcę cieszyć się tylko z najbliższymi, a najlepiej tylko z Mężem. I to możliwie jak najdłużej.

 Wcześniej myślałam, że od wczesnego etapu chętnie będę (choćby tutaj) pisać o odczuciach, trudnych i tych lepszych momentach, dawać jakieś wskazówki, zadawać pytania. A tu reakcja zupełnie odwrotna. Maksymalna (jak na mnie) powściągliwość. Zupełnie nie mam pojęcia, dlaczego. Trwając w tym stanie już nieco ponad 7 miesięcy mam wrażenie, że ciąża wprowadza jakąś równowagę w życie kobiety, daje balans. Te niewiasty bardziej zamknięte w sobie, otwiera i skłania do tego, by radością dzielić się ze światem. A te maksymalnie otwarte na ludzi, na siebie, delikatnie zamyka, wycisza… Oczywiście zauważam wyjątki od tej reguły. 😉

 Ze względu na te zmiany, które we mnie zaszły, twierdziłam, że pisanie o tym tutaj, nie ma sensu. Bo po prostu czuję, że to tylko nasze, maksymalnie indywidualne. Ale napływające prośby od stałych Czytelników (głównie Czytelniczek), przypomniały mi, że przecież zależy mi na tym, by być konsekwentną. Przecież stworzyłam to miejsce w sieci, by m.in. dzielić się zmaganiami z Hashimoto, odsyłać tu do tej rozległej wiedzy, którą zdobywam latami i która pozwala mi zaprzyjaźnić się z tym intruzem. A ta choroba niewątpliwie miała wpływ na odroczenie w czasie naszej decyzji o powiększeniu rodziny. Nie dlatego, że były z tym problemy, ale nawet nie chcieliśmy tego sprawdzać. Ponieważ po tym, jak 4 lata temu legło w gruzach moje zdrowie, zgasł zapał i radość, cała moja energia, a w badaniach wyszło, jak wyżarty, wypalony i osłabiony jest mój organizm, stwierdziliśmy, że dopóki tego nie ogarnę, nie wyprostuję i nie nauczę się  z tym żyć, to nie będę ryzykować. Nie chciałam przeżywać frustracji związanej z nieudanymi próbami (choć tylko potencjalnie, z tego co słyszy się na temat tej choroby), nie chciałam tak słaba, być początkiem dla nowej Istoty. Dlatego sprawę odroczyliśmy i świadomie postanowiłam o zdrowie zawalczyć. Chociaż jeszcze 4 lata temu, wiedza na temat radzenia sobie z Hashimoto, była bardzo wątła, trudnodostępna. Do tej pory trzeba wiele działać na własną rękę, ale mówienie o tym publicznie przez coraz więcej osób tym dotkniętych, potwierdza słuszność różnych rozwiązań. Myślę jednak, że nigdy nie będzie jednej, sprawdzonej recepty na tę chorobę. U każdego przy tej okazji pojawia się choć jeden inny problem, nie tylko związany z immunologią. Dlatego jest to tak trudne do ogarnięcia i nikt nie ma odwagi, wiedzy, by podjąć się tego tematu, by dać uniwersalne sprawdzone rozwiązania. Takich nie ma. Dlatego ten post również nie jest receptą. Ale delikatną wskazówką.

img_7908
Pielęgnujemy to, co daje radość, doceniamy codzienność. Wszelkich złych myśli, emocji, szybko się pozbywamy. Projektujemy się na DOBRO.

 Te 4 lata temu, po diagnozie, zaczęłam szukać książek na temat tej choroby, rozmawiać z ludźmi, lekarzami endokrynologami, specjalistami od medycyny naturalnej, dietetykami. Słuchałam wykładów, w których była choć wzmianka na ten temat. I zbierałam te informacje, zestawiałam objawy innych ze swoimi i zestawiałam różne rozwiązania. Od początku odwiedzałam regularnie endokrynologów, ale nie przywiązuję się do jednego. Przez 4 lata odwiedziłam ich ponad 15-stu i to utwierdziło mnie w przekonaniu, jak różne mają podejście i przestałam liczyć tylko na nich. Dlatego nie pytajcie mnie o dobrego endokrynologa. Aczkolwiek nie twierdze, że taki nie istnieje. Musiałby jednak być endokrynologiem, dietetykiem, specjalistą od medycyny niekonwencjonalnej i osobą chorą na Hashimoto w jednym. 🙂 Wiedza dietetyków też była dobrym uzupełnieniem. To wszystko pozwoliło (trochę na własną rękę) ustalić plan działania. O wszystkim jednak informowałam lekarzy, do których chodziłam na kontrolę. Nie przeszkadzało mi podśmiewanie się niektórych i zarzucanie ulegania różnym modom. Drugi raz do takiego lekarza po prostu nie szłam. Większość jednak, miałam wrażenie, nie miało odwagi potwierdzać, a tym bardziej zaprzeczać różnym metodom, rozwiązaniom, nowinkom zdrowotnym. Wielu mówiło, że warto spróbować i że chętnie poznają efekty moich działań. Także doceniam chociaż za taką otwartość.

 Zaczęłam od próby zmiany nawyków żywieniowych, ograniczyłam gluten, nabiał, jaja. Na ponad rok całkowicie to wyeliminowałam po zrobieniu szerokich badań na nietolerancję pokarmową. Po roku odstawienia jaj, następne badania wykazały, że organizm je toleruje. Po tym, jak dowiedziałam się, że przy Hashimoto aktywność fizyczna musi być raczej rekreacyjna, przestawiłam się na takie właśnie działanie. Odrzuciłam intensywne, interwałowe treningi. Skupiłam się na tym, by regularnie wzmacniać mięśnie, które są sercem limfy i pozwalają szybciej usuwać z organizmu zanieczyszczenia, jak regularnie, ale łagodnie są pobudzane. Zaczęłam skupiać się na tym, by mniej się przejmować, a więcej cieszyć życiem i doceniać codzienność, wyrażać radość z każdej drobnostki. Stopniowo zaczęłam ograniczać picie alkoholu, tak, nawet przy wyjątkowych okazjach. Wszystkie te ograniczenia na początku dawały trwającą ponad rok sinusoidę euforii przechodzącej w skrajny bunt, że to przecież bez sensu, że tak żyć się nie da. Chciałam cieszyć się życiem, jak każdy. Ale to życie „jak każdy”, z upływem czasu zabierało mi więcej energii i wypalało, co było odczuwalne i bardzo uciążliwe.

fullsizerender-1
Wyrobienie zdrowych nawyków, przestawienie się na „zdrowe obsesje”, procentuje  w tym stanie. Jeżeli zachcianki, to głównie na zdrowe, naturalne i świeże produkty. Do tej pory 4 razy sięgnęłam po słodycze ze „sklepowej półki”. W tym baton, lody, ciastko. Nie ma na to zwyczajnie ochoty. Głównie mamy obsesję na punkcie sałaty z innymi warzywami, z jogurtem rzodkiewką, szczypiorem lub pomidorami. Lubimy cytrusy, dużo pijemy wody i naparu z pokrzywy, jak już najdzie chęć na słodkie, to łyżka miodu z orzechami laskowymi zaspokaja tę potrzebę. 🙂

 Po ponad roku udało się spokornieć. Nastawić na przyjaźń ze „zdrowymi obsesjami”, udawało się dłużej trwać przy tych zmianach, ograniczeniach, które z czasem stawały się zbawienne. Po prawie dwóch latach nauki życia z Hashi zaczęłam czuć różnicę, zobaczyłam co mi szkodzi, co sprawia, że lepiej śpię, że nie jestem tak wyczerpana. Oczywiście regularnie wracały „spadki”, „dołki” i brak chęci do walki. Ale im więcej się dowiadywałam, im więcej próbowałam, tym zdarzało się to rzadziej.

 Przełomowy był ubiegły rok. Skłoniłam się ku naturalnym kuracjom, oczyściłam i odrobaczyłam organizm. A dzięki pewnej Kasi, założycielki Przełomu w Odżywianiu, odkryłam post dr Dąbrowskiej. I to było zwieńczenie, wyprowadzenie na prostą, wskazanie najlepszej drogi. Chociaż po pierwszym poście efekt był bolesny. Owszem, zgubiłam 10 kg, nie wróciło wiele (nie o wagę przecież chodziło, a było to przyjemnym skutkiem ubocznym), ale organizm bardzo szybko boleśnie reagował na to, co przetworzone, szkodliwe i zakazane, a ja nie mogłam tego wyeliminować. I czułam jeszcze większe zmęczenie, obrzęki. Po kilku miesiącach przeszłam na kolejny post. Mimo, że trwał krócej, zadziałał resetująco i ustawił organizm na nowo. Przypominajkę skończyłam w lutym tego roku, zaczęłam suplementację kompleksu witamin, minerałów i aminokwasów. W przypadku Hashi są duże niedobory i problemy z przyswajalnością. Stąd ważny był sprawdzony produkt, naturalny, o wysokiej przyswajalności (ponad 95%). Zrobiłam takie kilkumiesięczne turbodoładowanie sobie i Mężowi, jedliśmy zdrowo, regularnie, ale umiarkowanie ćwiczyliśmy, bo przecież stan zdrowia każdego z nas wpływa na to, jak silne będzie nasze dziecko. Niebywale utwierdzająca i „rozjaśniająca głowę” okazała się książka „Food Pharmacy. Opowieść o jelitach i zdrowych bakteriach.” Polecam absolutnie!

 I w środku wiosny daliśmy „zielone światło”. Świadomość, że przez te lata zrobiłam naprawdę dużo, mój stan zdrowia diametralnie się poprawił, poczułam, że bardziej tę chorobę rozumiem, panuję nad nią, a jeżeli źle z nią postępuję, to robię to świadomie, znam konsekwencje i wiem ile czasu potrzebuję na „wyprostowanie się”, to wszystko dało mi poczucie, że już dłużej nie chcemy czekać, że więcej na ten moment nie zrobię, a newralgiczna „30stka” zbliża się nieubłaganie, a w przypadku tej choroby i planów rodzicielskich, zdaniem wielu lekarzy, ma to ogromne znaczenie.

img_4630

 Nastawiliśmy się na miesiące prób. A sami możecie spróbować wyliczyć, jak szybko się udało. 😉 Termin na styczeń był naszym wymarzonym z wielu powodów i nie spodziewaliśmy się, że to marzenie też się spełni. Piszę to po to, by udowodnić, że z Hashi, poczęcie upragnionego dziecka jest możliwe. Oczywiście na początku obawiałam się różnych problemów, o których słyszy się od ludzi cierpiących na Hashimoto. Jednak starałam się tym nie zajmować głowy. Ku mojemu zaskoczeniu od początku wyniki były bardzo dobre. Od początku czułam się świetnie i nie miałam do tej pory ani razu mdłości i wymiotów. Owszem, chciało mi się spać i odsypiałam, kiedy mogłam. Ale ta wzmożona senność była normą przy Hashi, także nie było to dla mnie uciążliwe. Nauczyłam się z tym żyć. I nie tracę energii, by na to narzekać. Każde kolejne USG potwierdzało, że z Dziecinką wszystko dobrze, a jeden z lekarzy zdziwił się, jak zdrowe i silne jest dziecko, jak mocne i wyraźne ma kości, jak silne serduszko, co było mało prawdopodobne z moją przypadłością. Ten lekarz potwierdził, że widać, że Hashimoto trzymam w ryzach, mam na to sposób, a najlepszy obraz dbania o zdrowie mam na monitorze. Od innej lekarz usłyszałam, że mój brak wymiotów, mdłości, to może być też efekt kuracji oczyszczających. Ona wychodzi z założenia, że takie objawy są naturalnym działaniem organizmu, który pozbywa się tego, co dziecku może zaszkodzić.  Jednak ja nie twierdzę, że to miało bezpośredni wpływ na taki przebieg tego, ponoć najtrudniejszego, pierwszego trymestru. Ten był dla mnie wręcz nieodczuwalny, poza bólem piersi.

 Na pewno łagodny przebieg ciąży do tej pory, utwierdza mnie w przekonaniu, że zrobiłam bardzo dużo,  by organizm znosił to tak dobrze, by miał tyle siły. Ale nikt w 100% nie potwierdzi, że akurat to wieloletnie „przestawianie się” na zdrowie jest jedyne, słuszne i konieczne. To był mój wybór, który też podpowiadała intuicja. Wiedziałam, że na pewno sobie nie zaszkodzę, ostatecznie niewiele się może zmienić, a w najlepszym wypadku (i myślę, że to miało tu miejsce) mogę organizmowi wiele ułatwić. Przecież traktowanie organizmu łagodniej, niezaśmiecanie przetworzonym jedzeniem, używkami, regularne dawanie oddechu w postaci detoksów, może mu tylko ułatwiać życie i to nie tylko w stanie błogosławionym. Na czas trwania ciąży wprowadziłam jednak więcej produktów, które zwyczajnie eliminuję, jak gluten, czy nabiał, by dziecku dostarczyć więcej składników i by znało te produkty. O dziwo moja przemiana materii jest bezproblemowa, a często nawet lepsza niż w zwyczajnym stanie. Nie mam niezdrowych zachcianek, może zdarzyły się dwa razy, ale nie ulegałam im, bo wiedziałam, że nie chodzi tu o mnie, a o dziecko, że dla chwilowej przyjemności nie chcę mu szkodzić. Zdecydowanie bardziej ulegałam niezdrowym zachciankom i były one bardzo specyficzne, co miesiąc, kiedy nie byłam w ciąży.

img_7503

img_8355-1
Pierwsze zakupy zrobiliśmy na początku 7 miesiąca. Los przyciągnął nas do baby d’Oro, miejsca, które kiedyś oglądałam z zachwytem, snując marzenia o rodzicielstwie, kiedy jeszcze mieszkałam na Starym Mieście. Tak się składa, że założyła je cudowna osoba z naszego rodzinnego miasta. Ciągnie mnie nawet nieświadomie do ludzi z Podlasia. 🙂 Swój swego znajdzie. 🙂

 Przed nami nieco ponad 2 miesiące do pierwszego spotkania z naszym Cudem i wierzę, że upłynął tak dobrze, jak te, które już za nami. Nie mam jednak wielkich oczekiwań. Niech tylko Dziecinka urodzi się zdrowa. Przygotowani jesteśmy na wszystko, by przyjąć z otwartym sercem tę naszą Miłość, ze wszystkimi jej urokami i troskami. Bez porównań z innymi, to co nas czeka to nasze, niepowtarzalne, ani gorsze, ani lepsze. Po prostu nasze, wyczekane i kochane.

Na zdrowie,

A.

fullsizerender-2

P.S Mężu, a Ci wyjątkowo dziękuję za cierpliwość, zrozumienie i za to, że wspierałeś mnie w tej zmianie nawyków, w tym „przestawianiu się” na zdrowie. Dziękuję, że też w tych zmianach uczestniczyłeś. I za to TRWANIE z nami.

28 Comments Add yours

  1. Justyna pisze:

    Zmagam się z Hashimoto od 3 lat. A od 6 miesięcy jestem mamą Tomcia 🙂 Na macierzyństwo też zdecydowałam się świadomie, chociaż lekarze mówili że będą pewnie trudności nam się szybko udało. Z jakieś pół roku przed zajściem w ciąże radykalnie zmieniłam dietę i suplemnetacje i tak sobie myślę że mój organizm wiedział kiedy podarować mój Cud, kiedy najlepiej bedę na Niego przygotowana. Chociaż Tomcio jest 7 miesięcznym wcześniakiem ( nic na to nie wskazywało) to jest to mój Wielki Mały Cud. PS: Też nie miałam mdłości ani nudności: ) a moje zachcianki to duże ilości owoców.

    Polubienie

    1. Anna Dec pisze:

      Głowa do góry. Ja nie mogę jednak radzić tak indywidualnie, bo nie jestem lekarzem. Proszę dużo czytać na ten temat, też koniecznie książkę „Food Pharmacy…”. Polecam wyszukać w google kuracje oczyszczające preparatami Paraprotex, Nopalin i AC Zymes, tam gdzie można je kupić, są często wskazówki, jak oczyszczać. Ja brałam dwie kuracje z rzędu. Jeżeli jest silna wola, to polecam umiejętnie przejść post dr Dąbrowskiej, na YT sa nawet wykłady dr. Jak już przejdzie się te kuracje, warto się turbo doładować;) Polecam chociaż 3 mce zażywać taki dość kosztowny preparat MULTISTAR, a tak to codziennie stosować metody z wyżej zaproponowanej książki. Jak nie od razu wyeliminowanie glutenu, to tylko białej mąki, a przestawienie się na pełnoziarniste pieczywo, ale ograniczenie tego. Tu trzeba dużo samodzielnej pracy, ja mogę doradzać tylko bliskim, za innych nie mogę brać odpowiedzialności. Na rynku jest coraz więcej książek o Hashi:) Każdą polecam przeczytać. I to wielokrotnie. 🙂 Pozdrawiam ciepło!

      Polubienie

  2. Paulina pisze:

    Aniuuuuuuuuuuuuuu kochana ja mam 28 lat zdiagnozowane hashi od roku czasu i cały czas się miotam mam do tego pcos i jest ciężko chciała bym odstawić gluten,nabiał i jajka i nie wiem jak zacząć komponować posiłki itp co tu jeść czy jest możliwość że mailowo jakoś byś doradzila, co spozywalas, jakie suplementy na odeobaczanie itp wiem że każdy jest inny i nie chcę stricte trzymać się kogoś jadłospisu itp tylko mieć taki przykład, itp porównać hmmm

    Polubienie

  3. Justyna pisze:

    Piękny wpis 🙂 dziekuje, ze się tym podzielilas. Jesteś bardzo silna kobieta. Pozdrawiam i życzę wszystko co najlepsze

    Polubienie

    1. Anna Dec pisze:

      Pięknie dziękuję za słowa uznania. Pozdrawiam ciepło!

      Polubienie

  4. Kazik pisze:

    Witam! Pani Anno trochę przesadziłas z tą opowieścią na usg nie da się stwierdzić czy kości są zdrowe. I z tego co się orientuję o ciąży już pani trabila w internecie w 5miesiacu także trochę to nieskromne. Dopiero po urodzeniu maluszka pochwaliłam się tym faktem bo nie wie pani co może ja spotkać. Też mam hashimoto urodziłam też wcześniaka jak pani Justyna i nic na to nie wskazywało. Jak dziecko walczy o życie na oiom uczy to pokory. Dodam że były też tam donoszone dzieci. Nikt z leżących matek nie miał najmniejszych problemów, jednej dziecko owinelo się pepowina, inne urodziło się z zapaleniem płuc. Życzę pani jak najlepiej maluszek na pewno będzie cudowny ale proszę się Jeszcze powstrzymać z tym szalem.

    Polubienie

    1. Anna Dec pisze:

      Z tym USG zacytowałam tylko to, co powiedział lekarz, którego bardzo szanuję i przyjmuje w szpitalu, w którym są najtrudniejsze przypadki. Nie tylko obraz na monitorze o tym świadczy, a to lekarz użył jako przenośni, bo na monitorze wyświetlały się tez wszelkie parametry, wyliczenia, ale chyba szczegóły mogę oszczędzić :). Czytając post proszę nie nadinterpretować :). Poza tym połowa 5 mca to termin taki optymalny do podzielenia się ta informacją, a gdyby nie pewne okoliczności i próba wyprzedzenia nas z tą informacją przez różne domysły, donosy i spekulacje, chętnie przetrzymałabym to dłużej. Gdybym nie chciała i nie mogła długo być aktywna zawodowo, też informację zachowałabym do urodzenia. Ale w mojej pracy nie da się tego ukryć, poza tym sam fakt poczęcia jest cudem, a co będzie dalej, tego człowiek nie przewidzi, musi być gotów na wszystko, co zresztą we wpisie zaznaczyłam. W pełni jestem świadoma tego, że nie każda ciąża kończy się porodem, czego w ostatnim czasie aż za często doświadczam. Jak też podkreślam, osoba z Hashimoto, każda musi być traktowana indywidualnie. Tu nie można z nikim porównywać, bo wiele innych schorzeń temu towarzyszy. Poza tym nie szaleję, tylko cieszę się, że dane mi przeżywać ciąże i tak długo z tak dobrym samopoczuciem. Podziwiam matki, które musiały przeleżeć ten czas w domu, lub szpitalu. To musi być bardzo trudne. I proszę nie mylić szaleństwa z radością i miłością. Nie ważne jakie będzie dziecko, czy cudowne, zdrowe, czy nie. Będzie nasze i to najważniejsze. A post nie jest w takim razie kierowany do Pani, skoro tak niewłaściwie go Pani zinterpretowała. Życzę Miłości i życzliwego spojrzenia na codzienność. Warto też mieć gdzieś z tyłu głowy, że to jak traktujemy ludzi, jakie mamy nastawienie,, co z siebie dajemy, los zwraca z nawiązką.

      Polubienie

  5. marina pisze:

    Droga Pani Aniu,nie jestem w ciąży i nie mam hashimoto, ale jestem matką i żoną i lubię czytać i jestem pod wrażeniem,piękny tekst, piękne słowa i piękna Pani Dusza i uważam że musi Pani to robić tzn pisać bo ma pani coś w sobie by dawac nadzieję innym,pomagać.P.s. Proszę nieprzejmowac sie głupimi komentarzami i ich nie komentować szkoda pani energi na to.Zdrowka Pani Zyczę i temu małemu Człowiekowi pod Sercem i Mężowi.

    Polubienie

    1. Anna Dec pisze:

      Pięknie dziękujemy Dobra Duszo :):* Wszystkiego co najlepsze Pani i tym, których Pani kocha!

      Polubienie

  6. Mamaamelki pisze:

    Jestem pod wielkim wrażeniem. Chyba zostanę tu na dłużej :))))). Ja również choruję na Haszimoto:(. Pozdrawiam Panią bardzo serdecznie- mama Amelki

    Polubienie

    1. Anna Dec pisze:

      Dziękujemy i całujemy obie Panie :)❤️😘

      Polubienie

  7. Ania pisze:

    Witam Pani Aniu, jest Pani cudowną osobą i zasługuje Pani na wszystko co najlepsze. Życzę wszystkiego dobrego, przede wszystkim szczęśliwego rozwiązania i cudowności dla Pani i Maluszka
    Pozdrawiam serdecznie❤️❤️❤️

    Polubienie

    1. Anna Dec pisze:

      Pięknie dziękuję dobra Duszo!:*

      Polubienie

  8. Jola pisze:

    Piękna kobieta o pięknym sercu. ❤️Uwielbiam czytać Pani wpisy, tez jestem hashimotka i stosuje takie same zasady w odżywianiu jak Pani i bardzo mi pomagają. Serdecznie Panią pozdrawiam i życzę samych radosnych i szczęśliwych dni 😘

    Polubienie

    1. Anna Dec pisze:

      Super!:) dziękuję i pozdrawiam!

      Polubienie

  9. Anita pisze:

    Ja choruję na Hashi już 16 lat… I długie lata towarzyszyło mi wewnętrzne przekonanie, że nie będę mogła mieć dzieci. Ciebie zupełnie nie znam z Twojego życia zawodowego – trafiłam tu kiedy byłaś w czasie postu Dąbrowskiej. Wkrótce potem i ja zaczęłam go praktykować, bo dorobiłam się do tego insulinooporności. Jestem po dwóch kilkutygodniowych i całej masie przypominajek (staram się robić tydzień co 1,5msc). Pierwszy raz w całej historii choroby zeszłam do wartości dziesiętnej tsh, podczas gdy żaden lekarz nie był w stanie mnie wyregulować nawet do poziomu normy. Mój ostatni cukier to 89:) Nauczyłam się suplementacji, wspomagania ziołami. Jestem możliwie samodzielna w moim zdrowiu, m.in. uwolniona od wieloletnich angin, odrastają mi włosy:)) Mam jeszcze jedno wyzwanie zdrowotne przed rozpoczęciem starania o dziecko (usunięcie amalgamatów), ale tamto złe przeświadczenie zupełnie odeszło. Widzę się w ciąży, czuję że wykonałam wielką pracę, która mi to umożliwi. Aż się wzruszyłam pisząc to. Wszystkiego dobrego dla Ciebie i maluszka! Nie rezygnuj z tej tematyki, to ważne aby inspirować innych do naprawiania siebie.

    Polubienie

    1. Anna Dec pisze:

      Wow! Wielki szacunek za wykonanie tak wielkiej i trudnej pracy:). Dziękuję za to świadectwo! Brawo! Trzymam mocno kciuki za spełnienie tych najcudowniejszych marzeń 😘

      Polubienie

  10. Justyna pisze:

    Witam , ja też choruje na Tarczyce od 16 lat pierwsze 8 lat po urodzeniu pierwszego syna to nadczynność i choroba Gravesa-Basedowa. Wszystko sie unormowało i zaszłam w ciąże z drugim synem . Po jego urodzeniu niedoczyność i Hashimoto . W tamtym momencie nie mówiono o tej chorobie i gdybym miała ta wiedzę co teraz wszystko potoczyło by sie zupełnie inaczej .
    Panią zachwyciłam sie oglądając program śniadaniowy jakieś 3 lata temu i ten promienny uśmiech mnie zachwycił . Pomyślałam sobie , ze nie poddam sie i będę walczyć o zdrowie . Zaczęłam dużo czytać i śledzić wpisy takich pozytywnych ludzi jak Pani .
    Każdy wpis jest pełen opytmizmu i radości , aż miło to czytać . Widać , ze ma Pani ogromną wiedzę na temat tej choroby . Jednak każdy organizm jest inny i tu każdy musi znaleść swoją receptę na zdrowie . Życzę Pani wszystkiego dobrego , szczęśliwego rozwiązania . Promienieje Pani w ciąży i widać , ze ma Pani w sobie ogromne pokłady miłości i dobroci .
    Serdecznie pozdrawiam
    Justyna

    Polubienie

    1. Anna Dec pisze:

      Dziękuję za miłe słowa:* mam nadzieję, że synowie zdrowi i silni, a Pani jakoś nad sytuacją panuje ;). Moja wiedza nie jest ogromna, jest stałe niewystarczająca. Ale trzeba żyć, próbować trochę to naprawiać, ale nie dać się zwariować :). Ale droga ku lepszemu zdrowiu jest ta właściwą, tylko niech każdy podąża nią w swoim tempie ;). Pozdrawiam ciepło!

      Polubienie

  11. D. pisze:

    Ja mam 18 lat i również choruję na hashimoto. Sęk w tym, że chciałabym się zdrowiej odżywiać, ale aktualnie – w klasie maturalnej nie ma na to czasu i też nie mam pomysłu, co mogłabym jeść, by nie mieć ciągłej ochoty na słodycze i śmieciowe jedzenie, które pożeram hurtowo… 😦 potem mam wyrzuty sumienia, że znowu zaśmieciłam swój organizm, ale robię to ponownie, bo uzależnienie od słodyczy wygrywa 😦

    Polubienie

    1. Anna Dec pisze:

      Prawdopodobnie ta duża ochota na słodycze to przerośnięta Candida, warto odrobaczyć organizm. Proszę spróbować wyszukać w sieci sklep wpisując w Google zestaw oczyszczający Paraprotex , Ac Zymes i Nopalin. Taką kurację warto zrobić dwa razy, z przerwą dwutygidniową jak skończy się Paraprotex. Wtedy trzeba zamówić drugi. I naprawdę warto powoli przestawiać głowę, bo dewastacja organizmu takim stylem żywienia będzie miała fatalne skutki w okresie, w którym będzie potrzeba więcej siły i zdrowia niż w klasie maturalnej. Ty wbrew pozorom jest dużo czasu 🙂 , bo jest się w domu i uczy. Warto przewietrzyć głowę jadąc na zakupy, nawet w dyskoncie są mieszanki zielone do smoothie, sok jabłkowy naturalny, do tego dodać olej lniany, awokado i gotowe :). Jajko sadzone z awokado też pyszne na śniadanie :). Chleb z maki gryczanej robi się błyskawicznie a można ją zamówić online :). Wcześniej można po prostu zrezygnować tylko z bilej mąki, wprowadzić pieczywo z pełnego ziarna, żyto lub orkisz. Wystarczy chcieć :).

      Polubienie

      1. D. pisze:

        Dziękuję za odpowiedź : ) Ale czy trzeba wszystkie te 3 kuracje stosować jednocześnie? Czy mogę zażywać tylko Paraprotex, by uzyskać zadawalający efekt?

        Polubienie

      2. Anna Dec pisze:

        Musi być jednocześnie wsparcie jelit probiotykami jak właśnie AC Zymes i tym drugim środkiem. Tam gdzie można to zamówić jest opisane dlaczego. Dodatkowo zmiana diety na czas kuracji. Odstawienie używek, słodyczy, białej mąki, nabiału, kawy z mlekiem, max. jedna czarna dziennie. 🙂

        Polubienie

      3. D. pisze:

        Dziękuję za wskazówki. To miłe, że jest Pani tak zaangażowana w ten blog i odpowiada na każdy komentarz. Życzę szczęśliwego rozwiązania, spełnienia w nowej, najważniejszej roli i pięknych Świąt Bożego Narodzenia ☺

        Polubienie

      4. Anna Dec pisze:

        Pięknie dziękujemy i wzajemnie ;). A odpowiadam, jeżeli mam możliwość i czas :). Gdyby były miliony zapytań, pewnie byłoby trudniej. ;). Pozdrawiam ciepło, najlepszego!

        Polubienie

  12. Agnieszka pisze:

    Witam serdecznie Pani Aniu. Trafiłam na Pani bloga całkiem przypadkowo a po przeczytaniu tego właśnie postu po raz pierwszy od paru miesięcy się uśmiechnęłam i znowu zapaliła się we mnie iskierka nadziei. Od 5 lat wiem o niedoczynnosci tarczycy, z miesiąca na miesiąc mój stan zdrowia się pogarsza. Alergie pokarmowe, insulinooporności, pcos, problemy jelitowe, bóle żołądka, wątroby, niedobory witamin i mikro i makroelementów. I moj największy problem który ciagle ma nade mną przewagę -Candida. Po niekończących się wizytach u lekarzy, homeopatów, dietetyków itp., kuracji odrobaczajacej zentelem i leczeniu Candidy nastąpiła krótka poprawa, niestety po paru antybiotykach i sterydach Candida wrocila ze zdwojona siła. Jestem wyczerpana fizycznie i przede wszystkim psychicznie, dieta bezglutenowa, bezlaktozowa, bezcukrowa ratuje te resztki, które jeszcze ze mnie zostaly. 2 lata temu dane nam było cieszyć się tylko przez 2 dni z niesamowitej wiadomości i upragnionych 2 kresek 🙂 Mam ogromna nadzieje ze za jakiś czas bede również tak pięknie wyglądać jak Pani teraz!! Stad moja prośba- czy oprócz wyżej wymienionych preparatów odrobaczajacych i zestawu witamin poleciłaby mi Pani coś jeszcze? Bede ogromnie wdzięczna za wszelkie porady. Dziękuje bardzo, ze dzieli się Pani swoim doświadczeniem! Życzę Pani dużo zdrowia! Szczęście bije z każdego zdjęcia 😉
    Pozdrawiam ciepło!

    Polubienie

    1. Anna Dec pisze:

      To co Pani używała w tej odrobaczajacej kuracji, to straszna chemia. Preparaty, które wskazałam, to naturalne środki dlatego na efekt trzeba nieco dłużej czekać, ale efekty są fantastyczne. Multistar Star warto po oczyszczaniu stosować minimum 3 mce, ale wszystko musi przechodzić Pani razem z partnerem, tu ważne jest, by każdy z Was się zresetował i zregenerował :). Później można zażywać inne suplementy. Ja brałam 10000kednostek wit.D, w ciąży 4000 plus jeszcze z takiego całego zestawu dla kobiet w ciąży. Polecam choć raz w roku post dr Dąbrowskiej. Wcześniej warto posłuchać jej wykładów choćby na yt. Zasady żywienia z Food Pharmacy i w bardzo trudnych przypadkach ponoć wskazana jest terapia Garsona. Ale to już zostawiam Pani do zaznajomienia się i podjęcia decyzji. Poza tym na blogu pisałam o kąpielach w wodzie utlenionej i kąpielach w soli, warto to wprowadzić w życie, raz w tygodniu na początku. Woda utleniona w takiej kąpieli osłabi patogeny, a posmarowania ciała po kąpieli olejem kokosowym jeszcze te świństwa poddusi. A później skieruje do wydalenia. Proszę się nie poddawać. W naszym wypadku myślę, że modlitwa i Opatrzność miały też ogromny wpływ. Jak na całe nasze życie. Pozdrawiam ciepło!

      Polubienie

      1. Agnieszka pisze:

        Serdecznie Pani dziękuje za wszystkie bardzo cenne dla mnie wskazówki! Serdeczności i wszystkiego dobrego!!!

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s