Ten niewielki kawałek podłogi

dnia

Pokoik, który przeznaczyliśmy na pierwsze lata Zuzki jest niewielki. Ma niespełna 10 m kw.! To był główny powód, dla którego chciałam zostać przy białym kolorze ścian. Uwielbiam biel we wnętrzach jako kolor bazowy. Ale dziecko potrzebuje bodźców. Szczególnie w swoim najbliższym otoczeniu.

Długo zastanawiałam się, jak zachować moją ulubioną kolorystykę, a jednocześnie dodać coś, co uczyni ten pokoik ciekawym mikroświatem dla naszej pierwszej Pociechy. Biel optycznie powiększa przestrzeń, daje więcej światła i takie poczucie świeżości. Myślałam wcześniej, by już od mebli dodać kolor. Ale przy wstępnych wizualizacjach od razu zobaczyłam, że zbyt znacząco zmniejszy to przestrzeń. Chociaż meble, które wybraliśmy ostatecznie w baby d’Oro w szarościach wyglądają obłędnie! Zdecydowaliśmy się jednak na biel, bo w zestawieniu z codziennym nieuniknionym bałaganem, walającymi się ubrankami, zabawkami, na tak małej przestrzeni baza musi być świeża, w kolorze, który nie zmniejsza przestrzeni. Gdyby pokój był choć o kilka metrów większy poszlibyśmy już w mocniejsze kolory od mebli. Tu zaszaleliśmy jedynie z kolorem fotela 😉. Jest aż beżowy. 🙃 img_1413

Ta wyjściowa sterylność była zamierzona, ale nie ostateczna :). Potrzebowałam kilku tygodni, by spędzić tu niejeden wieczór, posiedzieć, poczytać głośno bobasowi w brzuchu i poczuć po prostu to miejsce. Szukałam rozwiązania dopełnienia wnętrza, które zagwarantowałyby rozwój dziecka, ale też nie przytłoczyły tego małego wnętrza. Zależało nam też na tym, by charakter pokoju pasował zarówno do dziewczynki, jak i do chłopca.

Ależ tu było czyściutko na początku 🙈. Po kilku tygodniach przesiadywania w tym małym raju, oczekując na Dziecinkę, zdecydowaliśmy się, że dodamy coś na ściany i … sufit. Tak, na sufit. Zainspirował mnie do tego znany fizjoterapeuta Paweł Zawitkowski.   I po tych kilkunastu tygodniach życia Zuzi, stwierdzamy, że to był strzał w dziesiątkę. Paweł nas niedawno odwiedził i był zdumiony, jak Zuzia długo potrafi skupić swoją uwagę na jednym i na rozmówcy. Takie bodźce w pokoju też się do tego przyczyniły. Choć dużo wcześniej reagowała na drzewo przy przewijaku, a dopiero od kilku tygodni zachwyca się gwiazdkami na suficie.

Pewnej nocy, jeszcze w ciąży, kiedy były ogromne trudności ze spaniem, postanowiłam przeszukać sieć wpisując hasła typu: „naklejki na ścianę”, „pokój dziecka” itp. No i trafiłam na to, co wydało się idealne na nasze potrzeby i założenia. Tylko jak drzewa, to niech będą w kolorze autentycznym, czyli brązowe, jak liście, to zielone, gwiazdy złote i taki kolor nadaliśmy też zwierzakom. Pokusiłam się jeszcze o szare chmury, ale już teraz mi przeszkadzają. Dzieje się trochę za dużo. Pewnie niedługo chmury odkleję. Wybór naklejek okazał się najszybszy do wykonania, nie trzeba było bawić się w malowanie. A mi też zależało na tym, by bez problemu kiedyś ten pokój zamienić na naszą sypialnię, kiedy większa będzie dla dwójki maluchów ;). A ja lubię rozwiązania, które można szybko zrealizować. Bez potrzeby przemalowywania itp. Bieli na ścianach będę wierna chyba zawsze :). Plus jakieś naturalne akcenty. Jesteśmy tzw. „nature lovers” nie tylko jeżeli chodzi o wnętrza. Na przykład w korytarzu i sypialni zdecydowałam się na tapety, ale musiały być ze sznurka, naturalne i plecione. Gdyby kiedyś udało się kupić większe mieszkanie, marzą mi się bielone podłogi i białe ściany, ale bez gładzi :), takie bardzo nierówne i surowe. A zamiast donic, worki jutowe wypełnione ziemią i kwiatami. Ale to zbyt odważne i ponadbudżetowe marzenia póki co. Wróćmy do pokoju Zuzki.

Naklejki są niestety mało naturalne, ale naturę chociaż przedstawiają. Zuzia zaczęła na nie bardzo wcześnie reagować i nawet pierwsze uśmiechy pojawiały się wcześniej niż wg statystycznych założeń. Sposób okazał się niedrogi, a efekt ciekawy, lekki, bajkowy, ale też nieprzesłodzony. Już po narodzinach Zuzi doszło więcej zabawek, książeczek, ubranek. Porządek panuje tu rzadziej niż przyjemny codzienny chaos, ale dzięki tej bazowej bieli skupionej aż na meblach, mimo codziennego bałaganu cały czas jest świeżo. I tu ukłony Magdzie z baby d’Oro, która do tej bieli nas zachęcała właśnie z tego względu. Mały pokoik ma ten plus, że bazowe rzeczy mogą być nieco droższe, bo i tak wiele się nie zmieści 😉. Co od naklejek, polecam szukać na znanych portalach aukcyjnych. W sklepach stricte dziecięcych potrafią być o 90% droższe i to te same. Nawet online. Nas kosztowały w sumie ok. 120 zł z przesyłką.

Reasumując, cieszę się, że mamy niewielki, ale jednak mamy, kawałek podłogi dla Zuzki i te 4 ściany, na których widnieją te kontrastowe drzewa, które w pierwszych miesiącach życia dziecka wpłynęły na jej lepszy rozwój, co potwierdził nasz znajomy fizjoterapeuta. Nie ukrywam, że dużą inspiracją były oburzone nadmiarem bieli mamy w sieci. To oburzenie skłoniło mnie do wcześniejszego zgłębienia tematu codziennej bliskiej przestrzeni dziecka i poszukania niedrogich, szybkich i ładnych rozwiązań. To było pewnego rodzaju konstruktywne oburzenie. Dzięki Mamuśki! Bez Was o takich zmianach pomyślałabym później, a okazało się, że od początku takie delikatne bodźce pomogą młodemu Człowiekowi :).

Ciepło ściskam,

A.!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s