Naprawdę jestem MAMĄ?!

dnia

 Od dość wczesnego okresu lubimy z Z. patrzeć w lustro kiedy czekamy te nasze „kwadranse przytulania” po jedzeniu. Szybko zaczęła dawać do zrozumienia, że mnie tam poznaje. Siebie pewnie jeszcze nie. Minęły cztery miesiące naszego nowego, wspólnego życia, a ja wielokrotnie patrząc tak w lustro mówię z niedowierzaniem, wręcz głośno, do siebie i Z.:

  • Kochanie, ja naprawdę jestem Twoją MAMUSIĄ?
  • Jestem Twoją MAMĄ, takiej cudownej Z. Nieprawdopodobne!
  • Córeczko, dzięki, że mogę być Twoją MAMĄ!
  • O Matko! Jestem Twoją MAMĄ!

 Te i wiele innych podobnych zdań wypowiadam od tych kilku miesięcy najczęściej. Wydawało mi się, że mam w sobie na tyle empatii, by rozumieć inne Mamy nawet jeszcze sama nie będąc w  tym gronie „wtajemniczonych”. Jako najstarsza z pięciorga dzieciaków moich Rodziców, szybko czułam się odpowiedzialna i samodzielna, gdzieś ukrywając więcej czułości do swojej Mamy. Jednak zawsze widok Jej dłoni, tego uśmiechu kiedy się wzrusza, czy wyraz oczu, gdy jest Jej przykro, to wszystko rozpala we mnie to ukochanie, wyraźnie odczuwalne ciepło i poczucie czegoś pozaziemskiego. Ale to od momentu wyprowadzki z domu zbyt rzadko pozwalam sobie na odczuwanie tego dłużej. Na szczęście odkąd jest Z. wszystko wyciągam z szufladek serca i głowy i pozwalam czuć sobie bardziej, rozumiem więcej, dłużej zastanowię się, czy stawiając jakąś kontrę, nie zranię mojej Mamy.

 Od kiedy w ogóle zostałam MAMĄ, rozumiem wreszcie i czuję całą sobą, te wszystkie piękne treści, które słyszy się, widzi w kontekście macierzyństwa i rodzicielstwa. Nawet jeżeli chodzi o wątki trudne, bolesne. Każdego, na kogo teraz spojrzę, nawet na mniej przychylne mi osoby, widzę, jako kogoś, kto też jest tym Cudem narodzin, kogoś kto był tą maleńką Istotą poruszającą do szpiku. I nie potrafię żywić takiej urazy, jak wcześniej. Patrzę i myślę sobie, że gdybym była mamą tej osoby, byłoby mi przykro, jeżeli ktoś jakieś negatywne myśli, nieprzyjemną energię wysyłałby w kierunku mojego dziecka. I automatycznie nawet niewielkie złości słabną. Nie wiem, czy mi tak zostanie, ale chciałabym… Dobrze nie pielęgnować w sobie chwastów ludzkich ułomności, egozimu. Będą wyrastać nowe, taka natura, ale matczyna Miłość szybko je ze mnie wyrywa.

 W tym szczególnym Dniu wracam pamięcią do czasu, kiedy całkowicie byłam zanurzona w tej nowej sytuacji. Przepełniona tak ogromną Miłością, ale i odgrodzona od świata lękiem, jakiego do tamtej pory nie czułam nigdy. Długo bałam się wpuścić do domu kogoś z zewnątrz, by miał kontakt z Z. Zapewne dużo w tym winy czasu połogu, a może i głównie dlatego tak było. Paradoksalnie, te najtrudniejsze pierwsze tygodnie są najlepszym czasem na zrobienie zdjęć takich, jak te. Nie byłam zwolenniczką sesji w ciąży, a tym bardziej po. W jednym i drugim przypadku uległam. I akurat tej uległości nie żałuję.

 Zdecydowanie większy opór stawiałam, jeżeli ktoś sugerował, byśmy zrobili zdjęcia te „słodkie” do ukończenia drugiego tygodnia życia, kiedy dzieciątko jest jeszcze praktycznie nieobecne, śpiące, wiotkie, pozwalające uroczo się układać w różnych kompozycjach. Maluchy w okresie noworodkowym przesypiają większą część dnia, w sposób naturalny przybierają pozycję zbliżoną do embrionalnej – sesja odbywa się więc w zgodzie z fizjologicznym rytmem malucha i jego możliwościami. Dzięki temu jest możliwość współpracować z pociechą i w bezpieczny sposób wykonywać zdjęcia. Nie każdy jednak ten rytm rozumie. Mnie na samą myśl o takim przedsięwzięciu przeszywały nieprzyjemne dreszcze, chciałam mieć nas w tym czasie, ale też ten wczesny czas, tylko dla nas. O dziwo, najmniej obchodziło mnie to, że wyglądam jeszcze niezbyt korzystnie. Tu, zagłuszona szokiem po porodzie, wyrzutem hormonów, myślałam tylko o Z. Do czasu, aż jedna kochana Ciocia nie powiedziała nam o FOTOSISTER, a dokładnie STUDIO FotoSister To było jeszcze przed rozwiązaniem, ale dopiero po wszystkim coś mnie tknęło, by ten duet Mamy i Córki poznać bliżej.

 Pierwsze, co mnie przekonało, to to, że jedna z nich jest dulą, obie stale zgłębiają wiedzę na temat maluchów i szkolą się w tym zakresie. Druga sprawa to komfort sesji w najbezpieczniejszych i najbardziej komfortowych warunkach,  jakich na tamten moment potrzebowałam i uważałam, że tego potrzebowała też Z. – nasze mieszkanie. Owszem, może każdy mógłby przyjechać, ale nie każdy może uzyskać taki efekt. Owszem, w Gliwicach Dziewczyny mają też swoje studio, ale ja nigdzie w tym czasie nie chciałam się ruszać, a tym bardziej zabierać Z. w obce miejsca. Pomimo tego, że ich studio przypomina bardziej przytulny pokoik, niż halę, zimną i surową. Swoją drogą pod tym względem był to straszny czas. Ewidentnie wina hormonów.

 Moim zdaniem nie wystarczy dobry sprzęt, ale trzeba to czuć. Już z opowieści znajomych przekonało mnie to, że podczas sesji Dziewczyny nie próbują robić czegoś wbrew maluchowi, np. na siłę ułożyć tak, jak widać, nawet nie na pierwszy rzut oka, że dziecku na brzuchu nie jest zbyt wygodnie, ale ktoś upiera się, by koniecznie zrobić tak słodko. Tu tego nacisku i planu nie było. Zarówno u znajomych, jak i u nas. Byłam zaskoczona tą otwartością, spokojem, ciepłem i dłuższym wsłuchaniem w Z. A nawet dbałością o higienę i komfort. Dzięki temu się uspokoiłam i pozwoliłam zanurzyć w tej chwili, zapominając w dużej mierze, że to sesja. Dlatego chwile trwały, a One ukradkiem je łapały. Dosłownie. Był to pierwszy moment kiedy trochę wyluzowałam jeżeli chodzi o kontakt Z. z nowo poznanymi osobami, nawet przez nas. I jak dobrze, że trafiło na Agę i Anię.

 Zdjęcia, które są efektem tego wyjątkowego spotkania, nie były jeszcze w większości publikowane. Czekałam z nimi na szczególny dzień. Dzień Matki to moim zdaniem idealny czas, by przypomnieć sobie ten początek. Takiego wyciszenia i skupienia tylko na tym Nowym. Oczywiście to nie wszystkie, wiele zachowujemy dla siebie. Ale chcę podzielić się z Wami tym w tak delikatnym stopniu, by zainspirować, może dodać odwagi, której mi ktoś dodał. Ale też niczego nie sugerować, by nikt nie próbował robić wg kogoś, a jeżeli zdecyduje się na takie zdjęcia, otworzył się i pozwolił uwiecznić 100% tego, co swoje.

fotosister.euIMG_1544

fotosister.euIMG_1592

fotosister.euIMG_1531

Warto zwrócić uwagę na to, co dla nas podczas takiej sesji było istotne. Jeżeli już się zgodziliśmy, to zależało nam na uwiecznieniu tego, co najbardziej przetrwa, co jest ponadczasowe, nie nasze przyjemne mieszkanie, nie to co wpisuje się w trendy fotografii dziecięcej, chwilowe mody, tylko nas, emocje i relację, więź, która jest najsilniejsza w naszym życiu, ale dopiero, co się tworzy. Jest mocna, trwała, ale jeszcze w tym początkowym okresie bardzo delikatna nie tylko ze względu na maleństwo, ale również ze względu na stan mamy i taty. Emocjonalnie to coś niebywałego, trudnego i jednocześnie pięknego, ale bardzo intymnego. I właśnie to chcieliśmy zatrzymać na fotografiach. Czy Dziewczynom się to udało? Naszym zdaniem tak. Patrząc na te zdjęcia widzę te różne oblicza Miłości, widzę lęk, zmęczenie, ale też świeżość i właśnie tę niebywałą delikatność budowania się więzi najsilniejszej z możliwych, między rodzicami, a dzieckiem. Widzę w sobie mamę, a w Tomku, tatę. To pozwala mi bardziej uwierzyć w ten dziejący się Cud.

fotosister.euIMG_1060

fotosister.euIMG_1006fotosister.euIMG_1209

 Oglądając te zdjęcia, za każdym razem mam dreszcze. I wielokrotnie płaczę, czuję jak rozpalone Miłością mam serce. Szczególnie kiedy trzymam te zdjęcia w ręku. To coś ponadczasowego i jestem ogromnie wdzięczna Tej jednej Cioci, która nie dała za wygraną i przekonała nas do tego. To jedna z piękniejszych pamiątek, która pozwoli pielęgnować to, na czym chcemy opierać Dom, który tworzymy. Z czystym sercem polecam każdemu. Warto rozważyć to jeszcze przed rozwiązaniem i wybrać tak, byśmy po prostu czuli tych, którzy mają uwiecznić tak szczególny moment naszego życia. Jeżeli nie w domu, to w bezpiecznym, czystym, przystosowanym do noworodka studiu. Kiedy już się zdecydujecie, zapomnijcie o tym, że to sesja, po prostu odpłyńcie w Miłości do Waszego dziecka i pozwólcie swobodnie łapać to, co najprawdziwsze. Tylko to będzie na nowo poruszać serca nie tylko nasze, ale i tych, którym chcemy co najlepsze, przekazać, by podali to co dobre dalej w świat. Bo to co dobre, warto podać dalej, z Miłości, dla Miłości i w imię Miłości.

fotosister.euIMG_1557

fotosister.euIMG_1564

fotosister.euIMG_1562

fotosister.euIMG_1581

Tej naszej, po naszemu, pełnej siły, cierpliwości i ofiarności, życzę szczególnie w Dniu Mamy każdej Mamie, bo ta Miłość może odmienić wiele serc. Dać, najlepszy z możliwych, początek temu, co najtrwalsze i najważniejsze.

A przy tym wszystkim, trwajmy w dobrym zdrowiu, by móc jak najdłużej dbać o Tych, których kochamy.

fotosister.euIMG_1603

Życzy A.,

Mama Z.

2 Komentarze Dodaj własny

  1. Emilia pisze:

    Bardzo emocjonalny wpis.Zdjęcia są przepiękne i pełne miłości, nie dziwię się, że wywołują dreszcz!

    Polubienie

    1. Anna Dec pisze:

      Bardzo dziękujemy 😘👨‍👩‍👧♥️

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s